Strona 1 z 1

0. Wprowadzenie

: 20 lipca 2017, 16:41
autor: Jormungand

 Wprowadzenie 

ic nigdy nie pokrzepia podróżnika tak, jak wiejący w plecy wiatr czy widok otaczającej go zewsząd natury, a ta w górach przecinających na pół Fjellområder była wyjątkowo piękna. Dziewiczy krajobraz prezentował z jednej strony surowe, skute wieczną zimą tereny, a z drugiej tętniące życiem i pokryte lasami połacie pól i łąk. Co prawda taki obraz raczył oczy dopiero na szczycie Widzącej Góry, jednak to przyjemne uczucie towarzyszyło każdemu, kto tylko wkroczył na szlak prowadzący ku tej ogromnej skale, na której setki lat temu wzniesiono twierdzę Wyroczni. To właśnie ona była celem pielgrzymek wielu ludzi szukających swego miejsca na świecie, głównie tych, co to mieli przeświadczenie, że są wyjątkowi – choć w istocie bardzo rzadko tak było. Oczywiście pośród tych tabunów przeciętniaków zdarzali się Wybrańcy, bowiem wielu spośród nich nie wiedziało, co uczynić ze swą mocą. Tak było i tym razem.
  Ragnar Starolfsson właśnie przekraczał ostatnie stopnie kamiennych schodów prowadzących ku wrotom twierdzy. Mężczyzna powoli zaczynał powątpiewać w słuszność tej wyprawy – co rusz jakieś cholerstwo go powstrzymywało: jak nie dzikie, groźne zwierzęta (głównie przerośnięte wilki zwane przez wielu Pomiotami Fenrira), to Gudskrigarczycy. Tych drugich było zdecydowanie więcej, szczególnie ostatnimi czasy, kiedy to powoli zaczęli zalewać wschodnią część kontynentu. Może i nie byli przystosowani do tak ciężkich warunków, ale za to cholernie uparci. Nie ważne ilu zginęło, liczyło się tylko to, ilu przedostało się przez góry. Wracając jednak do Butnego – bo tak na na Starolfssona wołają – w końcu uderzył pięścią we wrota. Odpowiedziała mu cisza. Powtórzył to jeszcze raz i znów spotkał się z milczeniem. Ragnar jednak nie ustępował – nie po tym co przeszedł. Nareszcie, po jakichś dwóch godzinach, ogromne i grube drewniane drzwi zaczęły powoli się otwierać. Skrzypiały tak głośno, że aż uszy bolały. Na to jednak mężczyzna nie zwracał uwagi, jego myśli zaprzątało teraz podekscytowanie i ciekawość, bowiem nareszcie, po tylu dniach wędrówki, korytarz prowadzący prosto do Wyroczni stanął przed nim otworem. Poczuł się wręcz zaproszony, mimo lodowatego powietrza wydobywającego się ze środka twierdzy. Przekroczył próg, a sekundę później usłyszał tylko dźwięk drewna uderzającego z impetem o kamień. Ciemność. Ciemność opanowała jego wzrok, by po chwili zastąpił ją widok mieniącego się w blasku pochodni, pokrytego lodem, długiego pomieszczenia o dziesiątkach drzwi, na końcu którego znajdował się tron. Starolfsson przełknął głośno ślinę i westchnął. Wypuszczając powietrze z płuc stracił całą pewność siebie. Ruszył do przodu – pierwszy krok i omal się nie przewrócił na śliskiej powierzchni. Kolejne kilka metrów i zatrzymał się. Ujrzał sylwetkę spoczywającą na siedzisku, a właściwie to nawet sylwetki, gdyż stale się ona zmieniała – zarówno twarz pokryta cieniem jak i cała reszta ciała. W jednym momencie postać miała długie włosy i wyraźnie kobiece rysy, w drugim była już rosłym mężczyzną. Ragnar zamrugał oczami jakby nie dowierzając własnemu zmysłowi – na nic się to jednak nie zdało, stale jego wzrok zajmowało to samo zjawisko.
  — Podejdź — coś rzekło. Dźwięk docierał do uszu Butnego dosłownie zewsząd, zza pleców, z lewej, z prawej, od przodu. — Podejdź, a poznasz odpowiedzi na dręczące cię pytania. — dodała Wyrocznia. Jej ton i barwa głosu ulegała przemianie, tak samo jak i wygląd. Te kilka słów wystarczyło jednak, by nogi nieufnego Ragnara mimowolnie pociągnęły resztę ciała w przód. Dosłownie kilka chwil i mężczyzna znajdował się tuż przed tronem Wyroczni. Spoglądała na niego takim wzrokiem, jakim spogląda na swe dziecię ojciec.
  — Kim... — zaczął mówić, czuł jednak że coś mu stanęło w gardle. Zająknął się jeszcze kilka razy, aż w końcu zasiadający przed nim byt roześmiał się, tym razem melodyjnym, kobiecym głosem.
  — Podaj mi dłoń, Ragnarze. — odparła, wyciągając swą doń. Uśmiech nie schodził z jej twarzy, był jedyną niezmienną rzeczą na tym stale zmieniającym się licu.
  Po chwili obie kończyny się zetknęły, a z oczu Starolfssona wystrzeliły dwa słupy światła, tak silne, że zdawałoby się, iż ich moc stopi lód, którym skuty był cały korytarz. Nie to jednak było ważne, a to, co Wybraniec w tej bieli dojrzał...
  Butny otworzył swój umysł na wpływy Wyroczni, a gdy do tego doszły jeszcze oczy wyobraźni, tuż przed nim wyrosła, jakby znikąd, przepiękna kobieta odziana w białą suknię. Jej falowane blond włosy opadały aż do ziemi, która wyjątkowo nie była pokryta szronem, miast niego bowiem ląd spowijały setki tysięcy źdźbeł trawy i czerwonych kwiatów. Niebo było czyste jak łza, jego głębokiego błękitu nie zakłócała nawet najmniejsza chmura. Dziewczę w końcu odwróciło się licem w stronę Ragnara i wypowiedziało parę słów.
  — Jestem tą, która przynosi wam objawienie. Oddam ci cząstkę swej wiedzy, ale ty musisz oddać mi swoje intencje — rzekła piękność. Nie było już żadnych wątpliwości, to musiała być Wyrocznia. Jej oczy zajarzyły się zielenią, w tym samym momencie Starolfsson zaczął krzyczeć i rozdrapywać swe policzki. Wiedza, która się w niego wlewała zbyt obciążała umysł, wszystkie te obrazy sprawiały, iż czuł niewyobrażalny ból. Widział, jak z Wielkiego Wiru wyłaniają się lądy, widział Thonghara tworzącego Bożków, a potem ludzi. Widział, jak jego synowie i córy buntują się przeciw niemu, widział jak Bóg stara się przywrócić balans i obdarza nowy gatunek cząstką swej mocy. Widział swoje narodziny i siłę, którą otrzymał od Stwórcy. A potem się obudził, u podnóży gór. Nad nim stali wieśniacy, jeden z nich starał się go ocucić, uderzając lekko raz po raz w twarz. Przyniosło to oczekiwany skutek. Ragnar wstał, spojrzał na nich pustym wzrokiem i głośno westchnął. Nie bał się już niczego co ludzkie, nie lękał się natury – tym, co teraz wywoływało w nim przerażenie, była jego siła i siła jego wrogów, których ujrzał w wizji. Teraz po prostu odszedł pewnym siebie krokiem, wiedział już czego pragnie. Odnalazł swą ścieżkę.